piątek, 20 lutego 2015

Grypa



OBWIESZCZENIE

W związku z potężnym zagrypieniem Dużego Brązowego Domu, uprzejmie uprasza się o cierpliwość oraz kulturę osobistą w oczekiwaniu na kolejnego posta.
Wasza, tonąca w odmętach kataru,
MAMA Z DUŻEGO BRĄZOWEGO DOMU




czwartek, 12 lutego 2015

Śródzimie


Kochane hobbitki, kochani hobbici dotarliśmy do Środzimia. Zagrzebani w swoich norkach, dobrze opatrzonych przed zimnem, chętnie siegający do zgromadzonych latem i jesienią zapasów, odliczamy dni do nieco cieplejszej pory roku.
Póki co, mamy jednak środek zimy. Święta minęły, karnawał się kończy, smażymy ostatnie zapustne pączki...i czekamy przednówka.
A tymczasem śnieg poprósza, mrozek trzyma, a za oknami dzieją się cuda.








Drzewa i krzewy zdobne w białe futra i brylanty, rudawe etole i przejrzyste woale budzą w kobietach zazdrość za minionymi czasami; za epoką w której bezkarnie można było nosić takie śliczności na sobie. Jak Scarlett O'Hara.



No, ale ten świat już raczej nie wróci...Możemy tylko na niego zerkać od czasu do czasu przez szparkę książek czy starych filmów i podziwiać, jak piękne i pełne wdzięku były nasze babki i pra pra babki.
Na pocieszenie możemy trochę pourządzać swoje norki. Na przykład odnowić sypialnię - z zielonej na niebieską.

Było tak...



Jest tak...









Ścianę za łóżkiem trzeba było okleić tapetą, żeby zasłonić ciemne smugi przewodów elektrycznych, prześwitujących spod zbyt cienko położonego tynku. Zielonkawe ściany towarzyszyły nam w sypialni przez ostatnie dziesięć lat i nadeszła pora na zmiany. Na studium w błękicie. Niestety, mój obiektyw nie pozwala zrobić porządnego zdjęcia, chyba trzeba pomyśleć o szerokokątnym...







Szafy powędrowały na jedną ścianę, i nagle zrobiło nam się MIEJSCE na coś: na fotel, albo na półkę z książkami, albo na toaletkę, bo na wszystko na raz, to chyba niestety nie...W każdym razie mój kochany mąż jest zachwycony całkiem nową sypialnią, której scenarzystką, reżyserką oraz scenografką została jego własna, cudowna żona. To miłe, że za cenę dwóch rolek tapety i wiaderka farby, można mieć tyle niewinnej radości.


Czym jeszcze możemy pocieszać się tą zimową porą?
Na przykład smażeniem churros, czyli hiszpańskiej wersji faworków. Robi się je szybko, łatwo i przyjemnie, o tak:



Robimy ciasto jak na ptysie, wyciskamy na gorący olej i voila! Smażą się pyszne ciasteczka, które zjadane są na bieżąco spod ręki. Mniam.
A do tego pyszny sosik z mrożonych malin. Zagotowujemy mrożone maliny z cukrem, chwilę odparowujemy póki nie zgęstnieją i już. Zjadamy. Puryści smakowi przecierają całość przez sitko, ale szczerze mówiąc, szkoda takich pysznych malinek. Pesteczki w niczym nie psują sosikowego smaku.


Małe i wieksze dzieci tęsknią za śniegiem, za porządnym, grubym opadem białego cuda. Powiem szczerze, że nie podzielam do końca tej tęsknoty; jak dla mnie taki uroczy centymetrowy biały puszek wystarczy, zimowe walory estetyczne są zachowane, a w razie odwilży nie gmyra się człowiek w grząskim błocie, brr.
Jak widać, nawet z minimalnej ilości śniegu, można wycisnąć maksimum radości plus bałwanka.






Olaf świeżo ulepiony 




tu już bałwanek w wersji nadtopionej, stracił smukłą szyję

A jak już zupełnie nie możemy wytrzymać tego ziąbu, tej ciemności, tych śniegów i lodów, warto się zaopatrzyć w dużą ilość poprawiaczy humoru. W kwiaciarniach zaczęły się już tulipany, prymulki i żonkile. To są moje ulubione kwiaty, pewnie dlatego, że pierwsze wiosenne i tak bardzo oczekiwane.




Aby do wiosny, kochani! Oby przyniosła nam same dobre chwile. Jeszcze tylko miesiąc!

sobota, 7 lutego 2015

...i że cię nie opuszczę






Uwielbiamy piosenki o miłości. Wszyscy ich słuchamy, wszyscy je śpiewamy, podśpiewujemy, nucimy pod nosem. Każdy z nas ma "swoją" piosenkę, zakochane pary często miewają "swój utwór", którego dźwięki przywołują im na pamięć ich najpiękniejsze wspomnienia. Nie wiem, czy zwróciliście uwagę, że słowem, jakie najczęściej pojawia się w ich tekstach jest "forever", na zawsze.



Serce człowieka tęskni za miłością, która się nie kończy, nie przemija, jest na zawsze. If I fall in love, it will be forever, or I'll never fall in love...Jesli mam się zakochać, niech to będzie na wieki, inaczej nie warto nawet zaczynać... Jesteśmy stworzeni do miłości, potrzebujemy jej jak powietrza, jak wody, jak pożywienia. O zakochanych mówi się, że żyją miłością i nie jest to stwierdzenie dalekie od prawdy. Człowiek nagle wyrwany ze środowiska w którym kocha i jest kochany - więdnie, traci chęć do życia. Ma złamane serce. Intuicyjnie czujemy, że miłość jest czymś, co nie ustaje, co dźwiga nas na wyższy poziom istnienia, tam, gdzie zaciera się granica między ja i ty, gdzie stajemy się jednością, łącząc się ze sobą emocjonalnie, psychicznie i fizycznie.





Miłość uzdalnia nas do wyjścia poza swój egoizm, do odwrócenia oczu od samego siebie po to, aby oddać się drugiej osobie bez reszty, a jednocześnie przyjąć ją bezwarunkowo, taką, jaką jest. O miłość trzeba dbać, trzeba ją karmić słowem i działaniem, pracą nad sobą, cierpliwością i nadzieją. Trzeba wychodzić sobie naprzeciw. Trzeba trwać.








Ja...biorę ciebie...za męża i ślubuję ci miłość...
Pamiętasz ten moment? Chwilę w której zobowiązałaś się kochać go bezwarunkowo, akceptować i przyjmować go takim, jaki jest? "Ślubuję" oznacza przysiegam, na zawsze. Będę cię kochać zawsze, bo to jest prawdziwe, bo składam swoją przyszłość w twoje ręce. 
...ślubuję ci wierność...
Będę dotrzymywać swoich obietnic, będę trwać przy słowie, które daję, nie wyprę się swoich przekonań, choćbym była w nich osamotniona. Będę wierna. Na zawsze.
...ślubuję ci uczciwość małżeńską...
Będę zawsze mówić prawdę, nie będę w nasz związek wprowadzać fałszu. Nie będę przemilczać niewygodnej dla siebie prawdy, choćby prawda miała być dla mnie upokarzająca. Nikt w moim życiu nie będzie ważniejszy niż ty, nie będę wchodziła w relacje, które mogłyby zagrozić naszemu małżeństwu. Nie będę wtajemniczać nikogo w nasze osobiste sprawy, chyba, że oboje wyrazimy na to zgodę. Będę uczciwa. Na zawsze.
... ślubuję, że cię nie opuszczę aż do śmierci.
Będę trwała przy tobie tobie w zdrowiu i w chorobie, w dobrej i złej doli. Znajdę w sobie męstwo i determinację, aby wytrwać, niezależnie od naszej sytuacji zdrowotnej, finansowej, mieszkaniowej... Zniosę trudności związane z poczęciem dziecka, z jego wychowaniem, z czuwaniem nad jego zdrowiem i rozwojem. Nie zniechęcą mnie niełatwe relacje rodzinne czy przyjacielskie. Będę przy tobie. Na zawsze.
Co więc Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela.
Nie dopuszczę, aby ktokolwiek czy cokolwiek oddzieliło nas od siebie. Jesteśmy jednym ciałem. Na zawsze.



Małżeństwo to jest hardcore, skok na bungee w przepaść drugiego człowieka. To nie jest propozycja dla mięczaków i słabeuszy, którzy boją się własnego cienia. To nie jest fruwanie na skrzydłach emocji, nie da się szybować w przestworzach przez całe życie. Trzeba stanąć na ziemi, trzeba walczyć, niekiedy bardzo ciężko, ale stawka jest tego warta, stawka jest większa niż życie. Małżeństwo jest zwyczajnym codziennym cudem; cudem, który staje się na nowo każdego dnia. Warto o niego zawalczyć.






Nie da się małżeństwa wypróbować, tak jak nie da się wypróbować życia. Te wszystkie dopasowywania się do siebie, życie na kocią łapę, żeby się sprawdzić to bzdura, to żerowanie jednocześnie na naiwności i dobrej woli drugiej osoby. Ludzie żyją na niby, tworzą związki na niby, kochają się na niby. W tej całej nibylandii tylko ból jest prawdziwy, cierpienie porzuconej osoby, śmiertelne rany zadawane sobie nawzajem. Osierocone żony - nie żony, porzuceni mężowie - nie mężowie, dojrzałe ponad wiek dzieci.
Chodzi o wygraną teraz i na wieki. Mamy wygrać swoje życie - ryzykując życiem. Nie da się inaczej.  Po prostu nie da się inaczej.


Pamiętaj, że nie jesteś klientem swojego małżeństwa, ale jego współtwórcą. Małżeństwo to nie magazyn twoich spełnionych zachcianek, potrzeb, pragnień i marzeń, ale mozolnie budowany dom, którego fundamenty i cegły to wasza wspólna wiara, wspólne pragnienia, wspólne marzenia, wspólne sukcesy i porażki. Nie tylko do tanga potrzeba dwojga, do szczęśliwego związku również. Nie zasługujesz na "kogoś lepszego", bo przy twoim boku trwa już ktoś najlepszy, wybrany spośród wielu - twój mąż. Twój najlepszy przyjaciel, kość z twojej kości i ciało z twojego ciała. 



Tak mi dopomóż Panie Boże Wszechmogący, w Trójcy Jedyny i wszyscy święci.


W małżeństwie święto zakochanych trwa zawsze...ale nie zaszkodzi przypominać sobie o tym przynajmniej raz do roku. Pamiętaj o nas, święty Walenty!