Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kuchnia. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 1 lutego 2015

Kuchenne opowieści


Życie toczy się w kuchni. Właściwie dom mógłby składać się wyłącznie z ogromniastej kuchni z gigantycznym stołem, na którym robi się wszystko. Jeśli nasz dom ma serce, to bije ono gdzieś pomiędzy wyspą z gotującym się obiadem a wiecznie nagrzanym i pachnącym piecykiem. 
Niezawodni uczeni amerykańscy (cóż świat począłby bez nich?!) odkryli, że im więcej rodzina spędza razem czasu przy stole, tym ma większe szanse na happy end, a dzieci z takiej rodziny są szczęśliwsze i sporadycznie angażują się w zachowania społecznie ryzykowne. Jeśli zatem podliczę i dodam do siebie wszystkie godziny, jakie nasza rodzina spędza przy stole, mogę pogrążyć się w błogim poczuciu bezpieczeństwa przez resztę swoich dni...


Przyznam się szczerze, że nie jestem mistrzynią gotowania. Owszem, zapewniam mojej rodzinie wikt, a także piekę, tudzież robię przetwory na zimę, ale to wszystko razem utrzymuje się - niestety, niestety - na poziomie dostatecznym z plusem. Jestem dosyć poprawnym odtwórcą cudzych pomysłów, ale nie twórcą własnych wariacji na różne tematy kulinarne.  Moją miarą doskonałości jest umiejętność gotowania na tak zwane oko i pewna wiedza, granicząca z intuicją, na temat co z czym łączyć i jak to będzie smakowało. Umiem też po zapachu rozpoznać, czy dana potrawa jest już gotowa do spożycia przez wygłodniałe stado nastolatków plus. Ujmijmy to może tak, że ja gotowanie lubię, ale gotowanie niekoniecznie lubi mnie...Podziwiam znajome mamy i kobiety bezdzietne, tudzież singielki, które dokonują zakupów ze znawstem godnym Gordona Ramsaya, wiedzą co to karob i potrafią upiec biszkopt z mąki z cieciorki...Sandałów nie godnam im wiązać.


Natalia oprawia ryby jak zawodowiec; mamusia Natalii niestety, nie może pochwalić się tą umiejetnością...

Zwykle jest tak, że najlepiej wychodzą mi dania, które lubię najbardziej...Na przykład lazania...albo bułeczki cynamonowe. Nieźle wychodzą też ciasteczka owsiane, które robimy według przepisu Doroty z Moich Wypieków.



Składniki na około 35 ciastek:
  • 200 g masła, w temperaturze pokojowej
  • 3/4 - 1 szklanka drobnego cukru do wypieków 
  • 1/4 szklanki ciemnego brązowego cukru muscovado lub demerara
  • 1 duże jajko
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii (ja nie lubię, więc nie dodaję)
  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • szczypta soli
  • 2,5 szklanki płatków owsianych
Masło i biały cukier umieścić w misie miksera i utrzeć do otrzymania jasnej, puszystej masy. Jak ktoś ma kondycję, może ucierać ręcznie, wtedy nie ma możliwości, aby zwarzyło się masło. Po jakimś czasie dodać cukier brązowy i kontynuować ucieranie. Dodać jajko i zmiksować. Wsypać pozostałe składniki i zmiksować do otrzymania jednolitej masy.
Blachę do ciastek wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta robić kulki wielkości orzecha włoskiego (lub większe, wedle uznania), spłaszczyć je łyżką. Układać na blaszce z sporych odstępach.
Piec w temperaturze 180ºC przez około 15 - 17 minut do lekkiego zbrązowienia (nam wystarczy 14 minut). Chwilę odczekać przed zdjęciem z blachy, potem studzić na kratce. Najlepsze do tych ciasteczek są płatki górskie, ale błyskawiczne też ostatecznie mogą być (trochę mniej chrupią po upieczeniu). Na kanwie tych ciasteczek można haftować dowolne wzory, dodając różne różności, typu rodzynki, sezam, żórawinę, itede itepe...



W jednym z postów wspomniałam, że bardzo lubimy keks, który kupujemy w Falenicy, w małej garmażerce. Jest tak pyszny, że jakoś nigdy nie próbowałam go odtworzyć, uznając podświadomie, że nie da się skopiować arcydzieła. Ponieważ pojawiły się prośby o przepis, posłużę się niezawodnymi Moimi Wypiekami; kiedy korzysta się ze wskazówek Doroty, nie sposób schrzanić żadnego ciasta, słowo. Może nawet sama wreszcie upiekę swój pierwszy keks...

Składniki:
  • 100 g sułtanek
  • 75 g koryntek
  • 150 ml ciemnego rumu lub innego alkoholu (jednak z rumem jest najlepszy)
  • 210 g masła
  • 150 g drobnego cukru do wypieków
  • 4 jajka
  • 300 g mąki pszennej
  • 15 g proszku do pieczenia (odrobinę mniej niż 1 łyżka)
  • 65 g suszonych moreli, posiekanych
  • 65 g suszonych śliwek, posiekanych
  • 125 g kandyzowanych melonów, posiekanych
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
Wieczór wcześniej sułtanki i koryntki włożyć do miseczki i zalać 150 ml rumu.
Mąkę i proszek do pieczenia przesiać, odłożyć na później.
W misie miksera utrzeć masło z cukrem do otrzymania jasnej, puszystej masy. Dodawać jajka, jedno po drugim, ucierając (miksując) po każdym dodaniu, do połączenia się składników.
Do utartej masy dodać mąkę z proszkiem, wymieszać, do połączenia. Wmieszać posiekane bakalie, namoczone rodzynki i sułtanki oraz pozostały rum z miseczki.
Ciasto przełożyć do formy keksówki o długości 28 cm, wysmarowanej masłem i wysypanej bułką tartą. Wyrównać.
Piec w temperaturze 160°C przez około 20 minut, następnie zwiększyć temperaturę do 175ºC i piec kolejne 35 - 40 minut (lub dłużej) do tzw. suchego patyczka.
* możecie użyć swoich ulubionych kandyzowanych lub suszonych owoców,





Przez te kilka lat użytkowania naszej kuchni, dokonał się w niej mimowolny podział na strefy. W części, którą widzicie powyżej, dokonują się wszelkie czynności związane z pieczeniem: swobodnie mieści się tutaj ogromna stolnica (zrobiona specjalnie dla mnie przez znajomego stolarza), można rozstawić milion naczyń, słoików, składników, blach oraz blaszek. Można też pracować w kilka osób, co w przypadku naszego licznego stada, jest dosyć istotną zaletą.






Natomiast część przy zlewie, vis a vis wyspy, służy do przygotowywania bardziej prozaicznych dań obiadowych i innych, a także parzenia tryliona herbatek i kawek, które pochłaniamy w ilościach hurtowych. Myślę, że w przerobie dorównujemy niejednej kawiarni... 

Życie kuchenne ma jedną, za to poważną wadę: bez przerwy robi się bałagan. Piętrzące się stosy czasopism, książek, przepisów, laptopów, notatek, kubeczków, talerzyków oraz garnków tworzą malowniczy, acz męczący, pejzaż. Oczywiście, tak jak wszyscy chętnie przyczyniają się do tworzenia artystycznego chaosu, tak do ogarnięcia tegoż ochotników brakuje...Wytypowany nieszczęśnik, ciężko wzdychając i zrzędząc jak stado  wściekłych teściowych, sprząta tę stajnię Augiasza tylko po to, aby godzinę później wszystko wróciło do stanu pierwotnego bezładu...



Ale i tak najważniejszą przyprawą, pasującą do wszystkich potraw, jest szczypta serca. Jeśli do naszych ciast, gulaszów oraz kompotów i konfitur dosypiemy po trochu miłości, odrobinę empatii, ciut ciut poczucia humoru oraz dobrych chęci, wszystko nam się uda. Nie  zupełnie dobrze wyrośnięte ciasto czy lekko przesolona zupa będą smakować jak ambrozja, bo w talerzu będą pływać niewidzialne kawałeczki serca kucharza. Prawdziwe opium w rosole. 























poniedziałek, 22 grudnia 2014

Bułeczki cynamonowe




Okej, okej, jest przepis. Absolutna prościzna, byłam pewna, że wszyscy go znają i kochają, stąd moje zaniedbanie w tej kwestii.
Ale ad rem.
Proporcje na ok 20 bułeczek, czyli na jeden haps dla wielodzietnej rodziny.
Po pierwsze, zaczyn. Kostka drożdży, 3/4 szklanki letniego mleka, ze 2 łyżki kefiru/jogurtu/kwaśnej śmietany (ale jak akurat nie ma w lodówce, robimy bez tych składników i tyle), łyżka cukru, rozmieszać, posypać mąką, postawić w ciepłym miejscu do wyrośnięcia. 
Jak już zaczyn nam ruszył, wwalamy do niego kilogram mąki, szklankę cukru, 3 rozbełtane jajka (dosyć duże), ok szklanki oleju (można po trochu), ok 1/2 szklanki ciepłego mleka i wyrabiamy. Jeśli ciasto zbyt klei się do rąk, posmarować je olejem. Jeśli ciasto jest za luźne, podsypać mąki, ile weźmie, w każdym razie nie powinno być zbytnio twarde, raczej luźnawe.
Zostawić do wyrośnięcia, tak naprawdę, to na tyle, ile kto ma czasu. Moja przyjaciółka często w ogóle nie pozwala na wyrastanie, tylko od razu robi bułeczki i do pieca i też są dobre. Ja zostawiam zawsze chociaż na 15 min, bo wtedy bułeczki są bardziej puszyste.


W trakcie wyrastania ciasta, przygotowujemy sobie cukier cynamonowy albo korzenny, jaki kto lubi. Ja używam cukru brązowego, ale oczywiście biały jest jak najbardziej ok. W klasycznym przepisie, surowe bułeczki smaruje się masłem i posypuje cukrem cynamonowym i proszę bardzo, tak można zrobić. Ja smaruję je rozbełtanym jajem, bo te maślane są dla mnie zbyt tłuste. jak widać, nie jestem kucharką bardzo ortodoksyjną. Nie tylko kucharką, zresztą...
Klasyczny sposób zwijania bułeczek w ślimaczki jest dla mnie zbyt skomplikowany, te moje ślimaczki przypominają raczej rozdeptane glizdy, dlatego wymyśliłam sobie warkoczyki. Warkoczyki  umie zapleść każda dziewczynka, są proste w obsłudze i się nie rozwalają w pieczeniu. Howgh. 
Teraz tak: dzielimy tę wyrośniętą kulę ciasta na mnie więcej równe kuleczki, raczej nieduże (urosną w piecu). Z każdej kuleczki robimy wałeczek, smarujemy go jajem (bądź masłem), posypujemy cukrem cynamonowym i zaplatamy warkoczyk. 


to jest jedyne zdjęcie surowych bułeczek, jakie znalazłam w swoich zbiorach. Nie chciało mi się bawić w bułeczki, więc upiekłam jak widać buły, przypominające nieco chałkę. Plotłam je z dwóch pasków ciasta


tak wyszły po upieczeniu, jak widać lenistwo też czasem popłaca...

Przed upieczeniem wszystkie bułeczki smarujemy jeszcze raz po wierzchu jajem, żeby miały ładny kolor. Jak ktoś ma w zamrażalniku garstkę marnującej się kruszonki, można ją przy tej okazji zużyć; dzieci mają dodatkową atrakcję w postaci obdłubywania kruszonki z bułeczek.
Pieczemy ok 15 min w 180 stopniach. Najlepiej grzać tylko od dołu, a jesli ktoś nie może wyłączyć góry, to niech przynajmniej wyłączy termoobieg.
Koniec. Finito.
Po wyjęciu bułeczek z pieca należy groźnym tonem powstrzymać napierajacą falę dzieci i odmalować straszliwy obraz poparzeń. Powtórzyć w razie potrzeby. Po ok 20 minutach można jeść. Po ok 30 minutach talerze są puste. Da capo al fine.
Dobranoc państwu.


Ps. To jest w ogóle uniwersalny przepis na wszystko drozdżowe, łącznie z pizzą i foccacią, tyle, że zamiast cukru dajemy sól i zioła. Na strucle ciasto bardziej zwarte, na placek raczej luźne, wychodzi tez super z owocami (tyle, że warstwa surowego ciasta nie może być grubsza niż 1cm).
Teraz to naprawdę KONIEC.










wtorek, 2 września 2014

Jesiennie...

IMG_1514
IMG_1509
Ponurą perspektywę nowego roku szkolnego mogą rozjaśnić jedynie bułeczki cynamonowe. Howgh.
Ech, melancholijna poro...
zdjęcie
a może oprószona cynamonowym cukrem, wypachniona prażonymi jabłkami, zajadana powidłami z węgierek, dasz się polubić...
gravatar

Dobry początek

IMG_2864
Jestem mamą, która mieszka w dużym, brązowym domu, razem z ukochanym mężem, piątką dzieci, dziadziusiem, adoptowanym psem oraz – okazjonalnymi stadami innych zwierząt – od chomików począwszy na pająkach skończywszy.
Jesteśmy spadochroniarzami z Warszawy, i chociaż wyfrunęliśmy z niej już dobre dziesięć lat temu, aby wylądować w domku z ogródkiem, wciąż mamy blokowiskowe naleciałości. Breeding tells, jak mówią Anglicy.
Nie jestem już, niestety, młodą mamą – zostałam nią 20 lat temu – za to jestem mamą zawodową. Mama zawodowa jest połączeniem przytulanki, pedagoga, psychologa, felczera, artysty plastyka, bajarza, pisarza, muzyka, ciężarowca, kucharza, piekarza, sprzątaczki, praczki, iluzjonisty, improwizatora, bibliotekarza, chusteczki do nosa, przypominajki oraz najwyższej izby kontroli.
IMG_1070
Nasz dom jest pełen książek. Książki sączą się do środka sześcioma strumykami, rozlewając się stopniowo po wszystkich pokojach aby wreszcie osiągnąć szczyt na kuchennym stole i parapetach. Jak wszystkim wiadomo, najlepiej czyta się przy jedzeniu, i to kilka książek naraz. Skoro już weszliśmy do kuchni, to uczciwie uprzedzę, że trudno z niej wyjść. Stół kuchenny jest bardzo wygodny, kawa i herbata są zawsze pod ręką, a i przekąsić to i owo można w każdej chwili. Poza tym zawsze coś bardzo miło pachnie – a to z garnuszka, a to z patelni, a to z piecyka.
zdjęcie
Uwielbiamy oglądać razem filmy, mamy ich dużo i to same pokrewne dusze. Do oglądania potrzebujemy popcornu, jakiegoś ciasta, a w zasadzie najlepiej zrobić całą kolację.
Spać niestety chodzimy późno, za późno. Tyle jest rzeczy do przeczytania, przegadania – noc jest do tego stworzona. A prawdę mówiąc brakuje nam dyscypliny, i już.
Myślę, że jak na pierwszy raz wystarczy. Co będzie dalej, zobaczymy. W każdym razie CDN.