sobota, 15 listopada 2014

Siedzę sobie


Siedzę sobie. Ba, nawet się bujam. A jak już sobie posiedzę, to wstanę i zrobię sobie kawy. Albo herbaty. I znowu usiądę i będę zawistnym wzrokiem patrzeć na te szczęśliwe prawdziwe kobiety, które robią sobie kariery, malują paznokcie i usta oraz mają kontakt z ludźmi. Bo, jak wiadomo, matki, które zdecydowały się zostać w domu nie miewają kontaktów z ludźmi, a ponadto zaniedbane i rozmemłane, w brudnych szlafrokach porastają mchem oraz pleśnią. 
O, jakże fałszywe to obrazy!
Nie ma, powtarzam, nie ma na świecie tak pomysłowych, pełnych wyobraźni, zorganizowanych a także wielozadaniowych osób, jak domowe mamy. Drzemie w nas moc.
Pozornie wszystko wydaje się banalnie proste, ale jak wszyscy wiemy, pozory zwykle nas mylą. Każda domowa mama musi sobą ogarnąć wszechświat, na który składają się mąż, dzieci, dom a także (last, but not least) ona sama. Mama. Jakże często, niestety, boleśnie przez samą siebie zapomniana. Czas obudzić olbrzyma.




Zacznijmy od wyglądu. 
Wieść gminna niesie, że mamy wyjściowe i pracujące wyglądają tak:




Zaś mamy domowe na ogół tak:


lub tak:


a w szczególnych przypadkach poporodowych, tak:



Dlaczegóż nas, drogie mamy, tak widzą i tak piszą? Ano dlatego, żeśmy grzeszne i pełne winy. Zbyt często pozwalamy sobie na fryzurowo - dresowy luzik w domu, w którym wszak widzą nas tylko dziatki i mąż. Kiedy człowiek tygodniami albo i latami łazi po domu i najszerszej okolicy w stroju niedbałym, sytuacja staje się napięta. Po pierwsze, wpadasz w głęboki dół, w którym piętrzą się stosy pieluch, brudnych ubrań i seriali telewizyjnych. Po drugie, jesteś wściekła, bo wyglądasz fatalnie i czujesz się fatalnie. Nic, tylko patelnią w łeb.


Po trzecie, zdajesz sobie boleśnie sprawę z tego, że twój osobisty mąż w pracy swej otoczony jest przez zadbane, uczesane, umalowane tudzież pachnące kobiety biznesowo - korporacyjne.


Nie możesz być inna. Nie miej złudzeń, jeśli chcesz, żeby twój mąż wciąż patrzył na ciebie oczami zakochanego pazia, musisz się za siebie wziąć. Dresy odkładamy na bok i rezerwujemy na okres choroby obłożnej, a w zamian za to odziewamy się w miłym stylu casual elegance. Co z tego, że dziecko cię zapaprze, najwyżej się przebierzesz. Fajne spodnie czy spódnica, czysty tiszercik, a do tego coś rozpinanego, uroczo tuszującego ciążowe pozostałości...Sam smak. A do fryzjera - raz na miesiąc. Zdrowy wysiłek, a przy okazji człowiek obejrzy sobie te wszystkie gazetki w stylu glamur i jest na bieżąco z tym co się nosi i dlaczego. My pogrążmy się w tej jakże przyjemnej lekturze, a tymczasem pani fryzjerka zamienia nas w bóstwo. I o to chodzi. Mąż otwiera nam drzwi i oniemiewa z zachwytu. I o to chodzi!


no proszę, jaka ładna casualnie elegancka Heidi Klum

Jak już mama wyjdzie z tych dresów i na nowo zapisze się do rasy ludzkiej, budzi się w niej geniusz. Ilość mam domowych blogujących, fotografujących, malujących, szyjących oraz gotujących, a nawet piszących książki, zdumiewa i zachwyca. To ma być nudne siedzenie w domu? No sory, że zacytuję klasyka, ale to kompletnie nie ten klimat. Co prawda, dodam z pokorą, są to na ogół młode mamy z najnowszych roczników; takie starsze panie jak ja, mogą tylko smętnie patrzeć, zazdrościć i podziwiać te złote, zdolne rączki.


Droga mamo, skoro już wróciłaś z szalonych zakupów odzieżowych, uczesana i umalowana ręką mistrza, czas zakasać te modne rękawy i wziąć się za dom.


Zgaś ten czerwony blask w oczach, wszak dom to nie tylko pranie, sprzątanie i gotowanie, ale także URZĄDZANIE. To jest dopiero pole do kreatywnego działania. Po pierwsze, ma być praktycznie. Białe sofy i dywany omijaj szerokim łukiem, no, chyba że jesteś masochistką. Przy małych dzieciach biel, ecru i inne pastele nie mają szans. Błogosławię nasze wzorzyste kanapy, bo NIC na nich nie widać przez długi czas. Piorę je tylko dwa razy w roku, przed każdymi świętami.


nasze kanapowe kwiatki wdzięcznie skrywają wszelkie dziecięce ślady czarnych stóp i dłoni


to jest wnętrze z mojego ulubionego "The Holiday"; dzieci i psy mogą się tu czuć absolutnie swobodnie

Po drugie, unikaj najdroższych mebli, nie warto. Dzieci sobie z nimi poradzą bardzo szybko. Po co ci ten stres? Ciocia Ikea, komisy meblowe, bazarki i pchle targi są świetnym źródłem niedrogich a uroczych mebelków. Bez wyrzutów sumienia można je przerabiać, malować, przecinać na pół, a nawet wymieniać na coś nowszego.



nasze bezpretensjonalne, zabytkowe (13 lat!) meble z Ikei starzeją się z prawdziwym skandynawskim wdziękiem

No, okej - kanapy kanapami, meble meblami, a i tak najważniejszym miejscem w domu jest kuchnia. It is a truth universally acknowleged. Wiadomo: kuchnia musi być funkcjonalna, w miarę obszerna - no i ładna. W końcu spędzamy w niej pół życia. 



to nie moja, ale popatrzcie tylko na kolor tej wyspy! 


to moja; może uda mi się namówić męża na ten kolor na naszej wyspie...

Złota zasada: w kuchnię warto zainwestować, odwdzięczy się sprawną pracą przez lata. Druga złota zasada: nigdy nie zostawiaj wieczornego bałaganu w kuchni na jutro. Widok brudnych naczyń o poranku natychmiast podnosi ciśnienie i wtłacza na usta najgorsze wyrazy i to po kilka razy. Never. Jamais. Trzecia złota zasada: nie jesteś niewolnicą Isaurą; masz prawo i obowiązek zaganiać do pomocy dzieci, a nawet pana męża. 


wrrrracaj kotku natychmiast

Podam jeszcze czwartą złotą zasadę, chociaż nie dotyczy ona bynajmniej kuchni, a wręcz przeciwnie, sypialni: ZAWSZE ściel rano łóżko. Rozmemłana pościel wieczorem jest w stanie zgasić najgorętsze ognisko namiętności. Warto dbać o sypialnię; w ładnej sypialni zupełnie inaczej się oddycha, odpoczywa i śpi, a nawet cierpi na bezsenność. 


to nasza


a to sypialnia marzeń

Oczywiście, żeby dom wyglądał miło i zachęcająco i żeby wszyscy do niego chętnie wracali, musi być zadbany. Jak się sprząta na bieżąco, roboty jakby ubywa. Jeśli można, warto od czasu do czasu zamówić kogoś fachowego do sprzątania; okazuje się wtedy, że ten niby porządny dom skrywa w swym wnętrzu swoje  mroczne tajemnice...Na przykład miesięczny zapas niezjedzonych kanapeczek twojej słodkiej córeczki, upchnięty dyskretnie w szufladzie pod łóżkiem...No właśnie.



Każdy szanujący się dom musi mieć porządną bibliotekę, a każda szanująca się domowa mama musi być jednocześnie mamą namiętnie, maniakalnie czytającą. Jeśli, kobieto, chcesz być partnerem intelektualnym dla swojego męża i dzieci - CZYTAJ. W miarę uregulowany rytm życia domowego pozwala na wszelkie rodzaje czytania - i rozrywkowe i naukowe. Będąc z dziećmi da się spokojnie dokształcać w swojej własnej dziedzinie, albo w dziedzinie zupełnie nowej, a absolutnie fascynującej. Przy dobrej woli męża i żony da się zrobić studia, drugi fakultet a nawet doktorat. Da się szlifować język obcy. Da się tłumaczyć książki - dla zabawy i wprawy. Da się być piękną, mądrą, inteligentną i wykształconą kobietą, z której dumny jest mąż i cała gromada kształcących się na różnych etapach dzieci. 
My, mamy, jesteśmy wspaniałe. Udałyśmy się Panu Bogu nad podziw. Warto Mu czasem za to podziękować. 


Mama

Ps. Kochane mamy ciężko pracujące na pełnym etacie w domu i na drugim poza domem, nie gniewajcie się na mnie, proszę. Nie chciałam was lekceważyć ani obrazić, wręcz przeciwnie. Składam na wasze ręce najgłębsze wyrazy szacunku i podziwu. Jesteście prawdziwymi bohaterkami!







































sobota, 8 listopada 2014

Moda wytworna 40 plus




Powiedzmy, że jesteś kobietą w pewnym wieku. Powiedzmy, że urodziłaś kilkoro dzieci i twoja  smukła figura rozpłynęła się w mroku dziejów i zamieniła w konkretne kilogramy. Powiedzmy, że twoja córka wydaje się za uroczego młodzieńca i w związku tym obowiązuje cię zakup wytwornego stroju na tę okazję. Powiedzmy, że nie zamierzasz przeznaczyć na ten zakup dwóch średnich krajowych pensji, lecz kwotę znacznie, znacznie niższą. Powiedzmy, że etap sukien mikromini masz od kilkunastu lat za sobą, a także nie zamierzasz prezentować gościom weselnym swojego biustu w całej, nomen omen, okazałości. Hmm.
Cóż my tu mamy, gdy suknie wieczorowe wyguglamy? Ooooo....Jak jest samiczka od Oskara? Oskarja?


Chyba jednak jestem zbyt seksy dla tej sukni, przyćmiłabym w niej nie tylko państwa młodych, ale i blask słońca. Szukamy dalej.




Jeśli dostanę wentylator i założę platynową perukę...Tyle, że ręka mi odpadnie po kilku godzinach...

Zaraz, a jesli zamiast "suknie wieczorowe" wpiszemy "sukienki koktajlowe"? No, to guglamy...Wyskoczyło allegro. Co też proponuje nam ta nowoczesna polska platforma handlowa? Ratunku,  ratunku, ratunku: allegro uważa, że jak sukienka nie pokazuje wszystkiego na raz, to się nie liczy. Musi być seksy, seksy, seksy...i jeszcze bardziej seksy...




Chyba jednak niekoniecznie...Przecież w takich sukienczynach ani nie wygląda się ładnie, ani elegancko, ani światowo...Wygląda się za to bardzo telewizyjnie, a nawet prezydencko.
A ja w prostocie swej myślałam, że skoro mamy już suknię ślubną, to reszta pójdzie z górki. O święta naiwności! O ludowa, przaśna elegancjo!


Oto zachęcający do kupna opis: 

Piękna wieczorowa sukienka z koronki w wyszczuplającym

ołówkowym fasonie która pięknie leży i apetycznie wygląda.

 

Sukienka w górnej części cała z koronki przez którą widać stanik
dzięki czemu uwodzi i kusi. Jest to najnowszy trend nadchodzącego sezonu. Dół sukienka ładnie przylegający w kształcie ołówkowym.

Materiał dolnej części dość gruby elastyczny i nie prześwituje.

Doskonale wyszczupla nawet kolor ecru sprawia że sylwetka wygląda smukło. Na ramionach dodatkowo zakładki z falbanek dzięki czemu wysmukla ramiona które będą ładnie się prezentować.

Sukienka porządnie wykonana , koronka jest elastyczna poddaje się , jest miła w dotyku. Sukienka z tyłu zapinana na zamek.

Polecamy na wszelkie imprezy na której chcesz się wyróżnić i pięknie wyglądać.

Wysyłka  w naszej firmie to 24h robocze ! Same pozytywne komentarze !

Materiał poddaje się.



Nie tylko materiał się poddaje, ja też...

No dobra, wyjeżdżamy z Polski. Patriotyzm gospodarczy ważna rzecz, ale jednak dół sukienki w kształcie ołówkowym podciął me orle skrzydła. Szukamy evening dresses.
No proszę, a jednak można uszyć suknię, która podkreśla kobiecość w sposób delikatny i uroczy, nie sprowadzając kobiety do roli mrocznego obiektu pożądania. Nawet, wyobraźcie sobie, można znaleźć suknie specjalnie dedykowane matkom panien młodych, czyli paniom niekoniecznie perfekcyjnym i na pewno młodym inaczej...i często szczupłym inaczej...








To mała próbka sukien na różne figury, odpowiadające różnym gustom, a jednak trzymające pewną klasę. Biedna mama panny młodej z pewnością coś sobie z tej obfitości wybierze, a nawet znajdzie coś miłego dla czternastoletniej siostry panny młodej...



Tytułowa bohaterka "Pamiętnika pani Hanki" Tadeusza Dołęgi-Mostowicza plotkując na temat swojej najlepszej przyjaciółki stwierdziła, że prawdziwą klasę kobiety poznaje się patrząc na jej stroje wieczorowe. I to jest naprawdę prawdziwa prawda. Tylko skąd mamy czerpać nasze wzorce, my, biedne współczesne Polki, rzucone na pastwę tefałenów oraz sesji zdjęciowych Kasi Cichopek i Justyny Steczkowskiej?  
Jakoś musimy iść pod prąd, drogie panie, inaczej nasze córki wylądują na najważniejszych imprezach swojego życia ubrane w sukienki rodem z domu publicznego. To my jesteśmy odpowiedzialne za kształtowanie ich gustu lub bezguścia. Skromność jeszcze nikomu nie zaszkodziła, czego nie można powiedzieć o ubraniach, które więcej odsłaniają niż zakrywają. Suknia zdobi człowieka, jak mawia stare przysłowie pszczół. Nie tylko madame de Pompadour o tym wiedziała. Swoją drogą, taką mieć suknię, chociaż raz w życiu...Ech! Dobranoc Państwu; miłego, najmilszego weekendu życzę wam wszystkim. Do zobaczenia.















piątek, 31 października 2014

Niebieskie Migdały




Każdy ma jakieś duże, kompletnie absurdalne marzenie; każdy czasem śni o niebieskich migdałach.  Nawet w dobie samospełniających się życzeń, pośród akwenów pełnych złotych rybek - jest w człowieku miejsce na tęsknotę. Nasze marzenie nazywa się Lublewo. Malutka wioseczka na Pomorzu; kropeczka otoczona polami, obrzeżona lasami, za którymi huczy wielkie, szare, zimne morze.

Śród takich pól przed laty, nad brzegiem ruczaju,
Na pagórku niewielkim, we brzozowym gaju,
Stał dwór szlachecki, z drzewa, lecz podmurowany;
Świeciły się z daleka pobielane ściany,
Tym bielsze, że odbite od ciemnej zieleni
Topoli, co go bronią od wiatrów jesieni...









Pomorze pełne jest takich dworów, świadków starego świata. Pokaleczone, bezpańskie, oszpecone liszajami i zaciekami, a jednak dające świadectwo swojej wielkiej, szlachetnej urodzie. Ich stan budzi w człowieku wściekłość na to bezmyślne, bezsensowne marnotrawstwo, dokonane ciężką łapą barbarzyńcy. Walące się dwory otoczone są przez równie zdewastowane parki i ogrody. Czasami z trudem można dopatrzeć się pięknych założeń ogrodowych czy parkowych; patrząc na rozszalałą roślinność wdzierającą się na schody i dachy, przedzierając się przez zasypane śmieciami i rozjeżdżone traktorami alejki, mijając zrujnowane altany zamienione na śmierdzące moczem szalety, człowiek mamrocze pod nosem najgorsze, najgorsze, najgorsze wyrazy. 




detal dachu


bluszcz


Podczas jakiegoś pochmurnego i wietrznego objazdu okolic Białogóry, trafiliśmy do Lublewa. Wąska szosa, pięknie zachowane zabudowania gospodarcze, fanfara drzew i wreszcie on - dwór. Wygląda tak, jakby jakiś dżin przeniósł go prosto z francuskiej prowincji na polską wieś. Prosta, szlachetna bryła domu, poprzecinana wnękami okien obramowanych okiennicami, ale jakimi okiennicami! Drewnianymi, żaluzjowymi w najpiękniejszym szarobłękitnym kolorze! Na ich widok moje serce stopniało jak masło na patelni. Zakochałam się na wieki. Okazało się, że dwór jest na sprzedaż. Oczywiście, nie mogliśmy przegapić takiej okazji - umówiliśmy się na oglądanie.
Pan, który nas wpuścił na teren posesji, wyglądał jak typowy, powieściowy rządca majątku: krępa postura, sumiaste wąsy, rumiana twarz, długie buty - brakowało mu tylko konia i dwukółki.
Od razu na wstępie pozazdrościliśmy naszemu Niechcicowi długich butów - ilość pokrzyw przypadająca na metr kwadratowy parku z pewnością nadaje się do wpisania do księgi Guinessa.  
Z bliska dworek jest jeszcze piękniejszy, chociaż bardzo zniszczony. Cudowny, kudłaty bluszcz porastający ganek i balkon pierwszego piętra zapiera nam dech z zachwytu.
Wchodzimy, nareszcie wchodzimy. Uwielbiam to.



Wita nas ogromny hall z piękną, oryginalną klatką schodową i pustym miejscem na ścianie po kutym, żeliwnym kaloryferze. Tak, kaloryferze, gdyż dworek lublewski powstał w początku XX wieku, prawdopodobnie w roku 1904. Jako budynek nowoczesny posiadał centralne ogrzewanie ( oraz piece z rozprowadzeniem ciepła!), a także kanalizację i światło elektryczne! Nie wiadomo, jak się nazywał architekt ani właściciel majątku; w dokumentach zachowało się  jedynie nazwisko von Eckhoff. Rodzina ta dzierżawiła majątek; podobno byli to bardzo dobrzy gospodarze, którzy doprowadzili Lublewo do rozkwitu. Byli również bardzo popularni wśród miejscowej ludności; kres ich gospodarowaniu przyniósł rok 1945 i Armia Czerwona. Po wojnie dwór i cały majatek trafił w łapy Stacji Hodowli Roślin, której zawdzięczamy obecny stan budynku i jego otoczenia.
Parter dzieli się wyraźnie na trzy części: gospodarczą (kuchnia, spiżarnie, garderoby), biurową (gabinet, biblioteka) i dworską (salon, pokój jadalny, weranda). Wszystko zdewastowane, podłogi zasypane jakimiś papierami, pod ścianami stoją przegniłe regały, biurka i fotele z czasów głębokiego Gomułki. Mamy wrażenie, że we dworze odbyła się brutalna rewizja, a pracownicy Stacji zostali wyprowadzeni tak jak stali pod lufami karabinów. W głowie się nie mieści takie niechlujstwo.


salonik z wyjściem na werandę; stolarka okienna oryginalna



klatka schodowa, zachowana oryginalna stolarka



jeden z pokoi pierwszego piętra, dziura w suficie to niestety efekt działania bluszczu, który rozsunął dachówki; widać zabytkowe mebelki


wejście do apartamentu na pierwszym piętrze: trzy wydzielone pokoje z łazienką; drzwi oryginalne


jedyny piec, jaki się ostał, reszta pieców została ukradziona, podobnie jak kominek w gabinecie na parterze oraz wszystkie kaloryfery





prześliczny kolumnowy salonik na pierwszym piętrze; widać belkowany sufit i wyjście na taras; w oknie stoi pan Niechcic ;)

Jak mówiłam, dworek jest na sprzedaż, A MY CHCIELIBYŚMY GO KUPIĆ. Cena jest bardzo przystępna, bo to dla dworu ostatnia szansa na ratunek, ale ogrom prac remontowych pochłonąłby majątek milionera. Nie mamy tyle, niestety, niestety. No i marzymy o Niebieskich Migdałach: że kupujemy i remontujemy, że otwieramy fantastyczny pensjonat dla rodzin z dziećmi, że doprowadzamy park do rozkwitu, że tłumy walą do naszego pensjonatu drzwiami i oknami...że uprawiamy własne warzywa, mamy własne mleko, sery i masło, a także jajka oraz pyszne owoce...
Do zaadaptowania jest jeszcze imponujący spichlerz, zachowany w stanie o niebo lepszym niż dworek.





Wyobrażacie sobie, jak to wszystko mogłoby wyglądać?! Ja lubię w wolnych chwilach szukać  pomysłów do wykorzystania w naszym dworku.


prowansalski oryginał, czy nie podobny?


pomysł na hall



taka mogłaby być resturacja



sypialnia pensjonatowa


pokój dziecięcy


łazienka w Niebieskich Migdałach


biblioteka w Niebieskich Migdałach


salonik w Niebieskich Migdałach

Ach, mogłabym tak długo jeszcze...


droga do dworku


lublewskie pola


płynące marzenia


takie gęsi powitały nas we wsi; czy nie wyglądają jakby wyskoczyły z kartek książki Beatrix Potter?


Jeśli wśród moich czytelników ukrywa się jakiś bogacz chcący zainwestować swoje bogactwa w Niebieskie Migdały, niech daje znać. Mój biznesplan jest gotowy...

Życzę wam, kochani, spokojnego weekendu. Czytajcie, odpoczywajcie i marzcie ile wlezie! 
Do zobaczenia!